Projekt Syberia
to 28 000 kilometrów przejechanych po Białorusi, Litwie, Łotwie, Estonii, Rosji i Ukrainie.
Źródło: www.projektsyberia.net
Galeria zdjęć

Projekt
Jest to raport z przeprowadzonej latem 2003 roku samochodowej wyprawy do Władywostoku, której byłem organizatorem i uczestnikiem.
W skrócie wyjaśniam jego cele, wymagania oraz przebieg. Ma to przybliżyć realia związane z przejechaniem, szesnastoletnim samochodem, dystansu prawie 30 000 kilometrów po drogach Rosji.
Praca ta zawiera również komentarz końcowy, w którym przedstawiam skuteczność zastosowanych narzędzi, wiarygodność źródeł oraz wszystkie błędy jakie popełniono w trakcie etapu planowania, realizacji oraz zakończenia projektu.
W załącznikach do raportu przedstawione są szczegółowe informacje dotyczące finansów, ryzyka, planów awaryjnych, ubezpieczenia, wyposażenia, komunikacji, pogody, przebiegu trasy oraz ochrony środowiska.

Charakterystyka projektu
Każda wyprawa w dalekie i mało znane zakątki świata jest doświadczeniem, które mniej lub bardziej wpływa na przyszłe życie jej uczestników. Nigdy wcześniej nie przemierzyłem drogą lądową tak długiego odcinka, w tak krótkim czasie i mało sprzyjających warunkach. Dotyczy to zresztą całego naszego zespołu. Tworząc ten projekt, założyliśmy, że będzie to znakomite wprowadzenie do naszej kariery podróżniczej. Zależało nam nie tylko na tym, aby zapoznać się z uczuciem napięcia, towarzyszącego podróżnikom w trakcie dalekich wojaży, ze stresem ograniczonych zasobów, z odległością jaka dzieli nas od domu, ale przede wszystkim, aby poznać realia towarzyszące organizacji tego typu ekspedycji.

Wybór celu
Początkowym punktem docelowym wyprawy miał być Hong-Kong. Tak założyliśmy 28 maja 2002 roku, prawie rok przed wyjazdem. Jednak epidemia SARS, która kilka miesięcy później wstrząsnęła światem, a w szczególności wyobraźnią naszych rodziców, zmusiła nas do zmiany planów. Ryzyko podróżowania po Chinach, bazując na informacji z gazet i telewizji było zbyt wielkie, by uzyskać na to zgodę. Zmianie uległa także droga powrotna przez Iran i Irak, swego czasu państwa o dopuszczalnym poziomie bezpieczeństwa. Jednym słowem, w przeciągu kilku miesięcy musieliśmy zmienić nasze założenia w stosunku do trasy jaką chcieliśmy pokonać. Na Władywostok zdecydowaliśmy się w lutym, pięć miesięcy przed zaplanowanym wyjazdem.
Samo miasto jest tylko punktem na mapie, końcową stacją słynnej kolei transsyberyjskiej, która oprócz połączeń lotniczych, stanowi jedyną formę dotarcia tam. Na odcinku około 800 kilometrów brakuje bowiem dróg. Dotarcie do Władywostoku drogą lądową stanowiło nasz pierwszy cel.
Kolejnym była sama organizacja wyprawy: poznanie realiów związanych ze zbieraniem funduszy, budowaniem zespołu, przygotowywaniem sprzętu, umożliwieniu każdemu z uczestników realizacji własnych pomysłów i nabywaniu doświadczenia globtroterskiego.
Trzeci cel był czysto techniczny: zrealizować ambitny projekt w okresie od 15 czerwca do 1 września 2003 roku, mając do dyspozycji 1000 dolarów na uczestnika. Mając obrany punkt na mapie, należało wybrać i kupić samochód, przygotować go do przejechania ponad 23 000 kilometrów w dwa miesiące i skompletować całe wyposażenie.

Ryzyko
Na wstępie chciałbym przytoczyć słowa z "Ceny strachu" Georges Arnaud, którymi posłużył się Arkadiusz Pawełek w swojej książce pod tytułem "Cena strachu. Pontonem przez Atlantyk". W znakomity sposób opisują one to coś, co również nas pchnęło do tej dalekiej podróży:
"...Los wie, co robi. Jest nawet skrupulatny. Tropikalny Tramp wcześniej czy później traci nogę w paszczy rekina; zaraża się trądem; wdziewa skafander i szuka diamentów pod sześcioma metrami wody, nie mogąc nawet liczyć na towarzysza czuwającego na powierzchni. Człowiek nie przypadkiem chwyta się takich zawodów. Ilu ludziom nic podobnego nie mogłoby się zdarzyć. Los wybiera sobie człowieka w kołysce ...
... Śmierć nie zawsze zwycięża. Ale skoro się zjawi, słowo "stamtąd" odzyskuje swe znaczenie. Giną, rozpływają się ludzie i rzeczy "stamtąd": z przedtem. Zatrzaskują się za nimi drzwi.

Wtedy, samoistnie, bez dekoracji - jeśli nawet są, nie mają znaczenia - zawiązuje się tragedia między człowiekiem a jego strachem. Człowiek ucieka ze swego więzienia, ale ciągnie za sobą swój strach, volens nolens; pięknie mówiąc: invitus invitam... Aby tę tragedię wyrazić, ci, co zostali trampami, odrzucili prawdziwe słowa: posługują się przekleństwem i bluźnierstwem.
... Żyją z podzwrotnikowym słońcem, tuż przy ziemi, trywialnie i po męsku, jak w teatrze cieni. Zdarli z siebie fałszywą malowniczość pożyczanych uroków. Są oschli.
Tak widzę poetykę płatnego ryzyka".
Dziennik
Zobacz załączniki:
Plan finansowy wyprawy
Dochody i wydatki
Zestawienie finansowe dzień po dniu
Struktura podziału pracy
Spis wyposażenia
Przebieg trasy
Galeria zdjęć
wybrane zdjęcia - więcej: www.projektsyberia.net



Użytkownicy, którzy przeczytali ten artukuł, przeczytali również
Komentarze do tego artykułu